Podniebna tarcza
Czy naukowcy ukrywają przed nami prawdę? Czy odpowiedź na większość pytań od dawna była na wyciągnięciu ręki? Niestety tak. Żyjemy w czasach największego rozkwitu technologicznego i cywilizacyjnego, a ciągle skupiamy się mało istotnych sprawach. Hipnotyzujemy się telewizją. Walczymy o pieniądze. Brakuje nam czasu. Nie jesteśmy otwarci na to co nas otacza. Ignorujemy zjawiska, które dzieją się na naszych oczach.
Jako przykład proponuję spojrzeć w stronę pewnego raportu „Globalne ocieplenie i epoka lodowcowa. Perspektywy modulacji globalnej zmiany w oparciu o fizykę” umieszczonego na youtube przez "ObudzSieCzzlowieku" (3 listopada 2010). W 1997 roku grupa naukowców działająca na zlecenie rządu USA zaprezentowała obszerną informację na temat najbliższej przyszłości.
Według nich będziemy mieć doczynienie ze spadkiem ozonu w stratosferze i spowodowanym tym wzrostem promieniowania UV oraz kosmicznego (tzw. dziura ozonowa). W efekcie spowoduje to, że do około 2025 roku wyginie 89% życia biologicznego na ziemi, a w tym całej populacji ludzkiej. Oprócz tego z powodu zwiększonej aktywności słonecznej ziemia w najbliższych dziesięcioleciach będzie się poważnie nagrzewać jeszcze bardziej komplikując już trudną sytuację.
Jeden z autorów raportu zainspirowany obserwacją zjawisk zachodzących po wybuchu wulkanu i tworzeniu się w troposferze rozległej zawiesiny z pyłu wulkanicznego zaproponował program tworzenia podniebnej tarczy ze sztucznie tworzonych chmur, które miały by chronić ziemię przed promieniowaniem kosmicznym i zbytnim jej nagrzewaniem. Dodatkowo jako ochrona przed promieniowaniem miałyby służyć rozpylane cząsteczki odbijające promieniowanie z powrotem w przestrzeń kosmiczną. Zaproponowano cząsteczki aluminium i srebra. Projekt zatwierdzono pod nazwą "Deep Shield", który realizowany jest od 1998 r. (polecam ciekawy artykuł - "Projekt "Deep Shield" ).
Co gorsze, w tym samym raporcie naukowcy wskazują, że duża emisja gazów cieplarnianych może wpływać na globalne ocieplenie i powinna być zredukowana. Z powodu zbyt dużych kosztów zaproponowali tańszą alternatywę – rozpylanie drobnych cząsteczek różnych związków w stratosferze. Mogą tam pozostać w postaci zawiesiny stratosferycznej takiej jak po wybuchu wulkanu, nawet przez kilka lat. Cała operacja miałaby kosztować zaledwie 1 miliard dolarów rocznie - czyli 1% kosztów pierwotnego rozwiązania jakim miało być kosztowne przekształcenie gospodarki światowej. Dodatkowo mają być rozpylane inne mieszanki w niższych warstwach atmosfery, choć będzie to bardziej kosztowne i mniej efektywne, a 100% rozpylanych odrobinek i tak spadnie na ziemię. Rozpylane ma być między innymi aluminium, tlenek siarki, trójtlenek siarki, kwas siarkowy i inne.
Skutkiem ubocznym zachmurzonego nieba będzie występowanie różnych pyłków, które wdychane spowodują wzrost śmiertelności wśród ludzi. Już dziś według publikowanych raportów normy stężenie pyłu w powietrzu przekraczane są nawet o 1500 proc. Pojawia się ryzyko wystąpienia niekorzystnych skutków zdrowotnych. Będą występować gwałtowne i nagłe zmiany klimatu. Nie mówiąc już o konsekwencjach kondycji mentalnej ludzi.
Pojawiają się zatem dwa ważne wątki – przyczyny rozpylania sztucznych smug. Pierwsza to dramatyczne zmniejszenie się warstwy ozonu w atmosferze nad Antarktydą, które zostało zauważone po raz pierwszy w latach siedemdziesiątych (1970) przez grupę naukowców z The British Antarctic Survey (BAS). Obecnie obszar, jaki zajmuje dziura ozonowa jest tak wielki, że obejmuje swym zasięgiem nie tylko Antarktydę, lecz również Australię i południową część Ameryki Południowej. Z dostępnych danych wynika, że zawartość ozonu w powietrzu spadła do roku 1995 o ponad 60%, przy czym jej najgwałtowniejszy spadek przypada na lata 1980-1995. Brakuje aktualnych wyników badań.
Oznacza to, że codziennie jesteśmy wystawieni na śmiertelne promieniowanie. Nie odczuwamy go. Nie wiemy kiedy zaczynamy chorować. Najbardziej rozpoznawalnym objawem wystawiania się na szkodliwe promieniowanie jest choroba nowotworowa. Atakowane są bezpośrednio ludzkie komórki i geny. Następnym odczuwalnym efektem powinien być wzrost wszelkiego rodzaju mutacji biologicznych.
Druga przyczyna to syndrom roku 2012. Wszechświat działa w oparciu o astronomiczny mechanizm. Nadchodzi moment cyklicznych zmian. Jak w gigantycznym magnetycznym mechanizmie. Mamy doczynienie z obiektywnym fizycznym faktem, a nie wierzeniami. To nie religia czy proroctwa. Dzięki wiedzy starożytnych wiemy, że w swoim rocznym ruchu po niebie Słońce dwa razy przekracza Drogę Mleczną, czyli równik Galaktyki. Okres 26 tysięcy lat – pełnego cyklu drogi Słońca, podzielono na 12 epok nazwanych od gwiazdozbiorów zodiaku. Każda epoka trwa mniej więcej 2100 lat. Teraz mamy schyłek Epoki Ryb. Ten fakt uwzględnili w swoich rachubach twórcy kalendarza Majów.
21 grudnia 2012 roku to punkt kardynalny, w którym zachodzi zimowe przesilenie. Słońce znajdzie się dokładnie pośrodku Drogi Mlecznej czyli na równiku galaktycznym. Starożytni Majowie umieli tę datę wyliczyć na kilka tysięcy lat naprzód. Nastąpi zmiana epok. Koniec jednej ery i początek następnej – Epoki Wodnika.
Co nas czeka? Zmiana położenia osi obrotu Ziemi, czyli ziemskich biegunów. Starożytni odkryli teorie pól magnetycznych Słońca. Siły magnetyczne są prawdziwym powodem milionów wybuchów jądrowych na Słońcu, jest ono bowiem gwiazdą magnetyczną: ma biegun północny, biegun południowy i równik. Również Ziemia posiada pole magnetyczne, które jest elektromagnesem. Nasza planeta obraca się, magnetyzm jest indukowany w taki sam sposób, jak w cewce, przez która płynie prąd elektryczny. Innymi słowy, Ziemia jest gigantyczna prądnicą z biegunem północnym i południowym.
Istnieje tzw. częstotliwość Schumana – jest to fala wychodząca z planety (bicie serca, rytm). Jej specyficzna częstotliwość wynosi 7,8Hz (herca). Była ona tak stabilna przez długi czas, że wojsko regulowało według niej swoje przyrządy. Jednakowoż, częstotliwość ta zaczęła rosnąć: w 1994 roku – 8,6Hz, w 1999 roku – 11,2Hz, a pod koniec 2000 roku – około 12Hz. Przypuszcza się, że kiedy częstotliwość Schumana dojdzie do 13Hz, nastąpi zmiana biegunów. Kiedy zbliża się przemieszczenie biegunów, następuje ostro przejawiająca się fluktuacja pola elektro-magnetycznego. Ludzie stają się niestabilni uczuciowo. Mapy magnetyczne są nieprzydatne. Ptaki, kierując się w czasie swoich przelotów magnetycznymi liniami Ziemi, lądują nie tam, gdzie trzeba. Wieloryby, foki i delfiny wyrzucane są na brzeg (w lipcu 2000r w Dagestanie zginęło 200 tysięcy fok).
Odwrócenie biegunów się zdarza. Potwierdzają to geolodzy. Dzieje się to co mniej więcej 11 500 lat, ale nikt nie wie dlaczego. Wszystkie spekulacje sprowadzają się do nieznanej siły powodującej te odwrócenia - ale dotychczas nie ma na to odpowiedzi.
Teoria nadaktywności Słońca. (tekst oryginalny)
Belgijski astrofizyk i matematyk, Patrick Geryl, autor szeregu książek na temat przebiegunowania Ziemi uważa, że 21 grudnia 2012 roku nastąpią gwałtowne erupcje na Słońcu, które spowodują wyemitowanie gigantycznych ilości energii elektromagnetycznej. Kilka minut później dotrą one do Ziemi.
Geryl stwierdza, że pole magnetyczne Ziemi jest sformowane przez jej wewnętrzny rdzeń. W momencie, gdy na rdzeń zaczną działać tak ogromne pola magnetyczne, spowoduje to stworzenie „przeciwstawnego”, o zwiększającej się mocy pierścienia magnetycznego, wirującego w przeciwną stronę. W rezultacie tego – powierzchnia Ziemi zostanie również „popchnięta” w odwrotnym, niż dotychczas kierunku. Nastąpi wtedy to, co nazywamy „przebiegunowaniem”. Biegun północny stanie się południowym – i odwrotnie.
Stanie się to w bardzo krótkim czasie, potrwa nie więcej, niż kilka godzin. Jest to cykl, który (według Patricka), powtarza się na Ziemi co 11 500 lat. Taki właśnie cykl spowodował biblijny Potop Noego i zniknięcie Atlantydy. Wynik takiego przebiegunowania ma być tragiczny dla Ziemi i wszystkiego, co się na niej znajduje z wielu powodów:
• Wybuchną wszystkie wulkany;
• Toksyczne chmury pokryją ziemię zabijając miliony ludzi i zwierząt;
• Wulkany wyrzucą ogromne ilości pyłu wulkanicznego, które zatrzymają się w atmosferze i zakryją Słońce na co najmniej 40 lat (jak podają stare manuskrypty);
• Na skutek zmiany kierunku obrotów Ziemi powietrze zostanie sprężone. Spowoduje to sztormy, tornada i huragany o prędkości wiatru ponad 300 kilometrów na godzinę;
• Apokaliptyczne trzęsienia ziemi zniszczą budynki, mosty i inne struktury na Ziemi, włączając w to podziemne bunkry;
• Największym problemem będą jednak fale tsunami, o wysokości ponad dwóch kilometrów. To one zniszczą 80 do 90 procent populacji ludzkiej;
Ponadto, według Patricka Geryla, czeka nas kilka innych „atrakcji”:
• Fala elektromagnetyczna zniszczy całą, istniejącą na Ziemi elektroniczną infrastrukturę. Zniknie nasza, oparta na komputerach, cywilizacja;
• Zniszczone zostaną zasoby żywności i źródła energii;
• Zniszczona zostanie służba zdrowia, gdyż szpitale będą w ruinach;
• Zniszczone zostaną wszystkie elektrownie atomowe;
• Wszystkie, groźne dla życia produkty toksyczne z fabryk chemicznych, dostaną się do środowiska naturalnego i będą stanowić kolejne zagrożenie.
• Nic dziwnego, że po usłyszeniu takich wiadomości słuchacze jego wykładów (był w Polsce kilka razy) zastanawiali się co robić dalej. Zacząć już przepijać swoje pieniądze, czy poczekać jeszcze parę lat.
Źródło: opracowanie własne na podstawie:
1. Projekt "Deep Shield"
2. Dziura ozonowa nad Antarktydą
3. dziuraozonowa.pl
4. Co nam grozi w 2012 roku?
5. Fragmenty książki Patricka Geryla. Proroctwo Oriona na rok 2012
5. Czestotliwosc Szumana
7. SMUGI CHEMICZNE SZOKUJĄCA PRAWDA
8. Dziura w niebie
9. Fenomen roku 2012
10. Season in the Life of the Antarctic Ozone Hole: A Quarter Century of Satellite Measurements by TOMS
11. Śląsk: uwaga, bardzo wysokie stężenie pyłu w powietrzu, onet.pl